Koncert kameralny - szanty i ballady
Sobota
, 06.03.2010 08:00
W czwartkowy wieczór w Miejskim Domu Kultury odbył się koncert szantowy w wykonaniu Arkadiusza Wlizło i gościa z Kanady Andrzeja Koryckiego, autora płyty „Z krainy łagodności”, w ramach tournee po Polsce.
Tym razem występ trwał nieco dłużej niż zwykle, bo prawie dwie godziny ale warto było posłuchać ballad i szantów, które znała większa część widowni i mogła pośpiewać razem z muzykami.
Spora część repertuaru, który zaprezentowali to ballady Bułata Okudżawy, Włodzimierza Wysockiego i Żanny Biczewskiej oraz piosenki autorskie. Przed każdą zaśpiewaną kompozycją mogliśmy usłyszeć historyjkę związaną z okolicznościami jej powstania lub wrażenia muzyków związane z jej wykonaniem w różnych, czasem bardzo nietypowych miejscach (np. o śpiewaniu szantów na kościelnej imprezie).
Widownia była bardzo zróżnicowana pod względem wiekowym i można było zauważyć, że nie byli to tylko mieszkańcy naszego miasta. Widzów było tak wielu, że nie pomieścili się w sali widowiskowej i część z nich stała na korytarzu. Nie zrażało to nikogo z obecnych, a na zakończenie rozległy się wielkie brawa i nie mogło obyć się bez bisów.
Tym razem występ trwał nieco dłużej niż zwykle, bo prawie dwie godziny ale warto było posłuchać ballad i szantów, które znała większa część widowni i mogła pośpiewać razem z muzykami.
Spora część repertuaru, który zaprezentowali to ballady Bułata Okudżawy, Włodzimierza Wysockiego i Żanny Biczewskiej oraz piosenki autorskie. Przed każdą zaśpiewaną kompozycją mogliśmy usłyszeć historyjkę związaną z okolicznościami jej powstania lub wrażenia muzyków związane z jej wykonaniem w różnych, czasem bardzo nietypowych miejscach (np. o śpiewaniu szantów na kościelnej imprezie).
Widownia była bardzo zróżnicowana pod względem wiekowym i można było zauważyć, że nie byli to tylko mieszkańcy naszego miasta. Widzów było tak wielu, że nie pomieścili się w sali widowiskowej i część z nich stała na korytarzu. Nie zrażało to nikogo z obecnych, a na zakończenie rozległy się wielkie brawa i nie mogło obyć się bez bisów.
źródło: Wojciech Hintzke
